
Właśnie ponownie obejrzałem ”Escape from L.A.”. Sequel Johna Carpentera do jego klasyka z 1981 roku jest zdecydowanie większy i bardziej przesadzony, ale nie tak porywający jak oryginał. Jest sporo zabawnych momentów i fajnych scen akcji, ale historia nie ma takiej charyzmy, jaką widzieliśmy w ”Escape from New York”. Szkoda też, że nie użyto mniej CGI, bo część wygląda naprawdę przestarzałe nawet według standardów połowy lat 90. To nie klasyk, ale na pewno warto obejrzeć. Wciąż mam nadzieję na sequel z powrotem Kurta Russella w roli Snake’a Plisskena! 😊