
Woooow. Uff. Dobra. Zróbmy to 😂 Dorastając w oryginalnej trylogii Gwiezdnych Wojen filmy były de facto epopą space opera w moim świecie. Zawsze miał być to trudny projekt, by powrócić do galaktyki daleko, daleko stąd i zadowolić zarówno dawnych, jak i nowych fanów. Widziałem Epizod I w dniu premiery i absolutnie go kochałem. To był techniczny cud i żadne z oczywistych wad, które miał, naprawdę mi nie rzucały się w oczy wtedy. Byłem oszołomiony pokazem fajerwerków. To powiedziawszy, bez względu na to, ile razy wracam do tego filmu przez lata, nadal mnie zadziwia, jak łatwo zapominać, jak bardzo był on ekscentryczny i chaotyczny. Mimo że wypełniony po brzegi najnowocześniejszymi (jak na 1999 rok) efektami specjalnymi i odważnymi nowymi cyfrowymi światami, to niezwykłe, ile w tym filmie po prostu się ciągnie. Z długimi wywodami wyjaśniającymi, okropnymi „władcami” z federacji handlowej, pozornie nieskończonymi odcinkami pustyni Tatooine, debatami w senacie, zebrańmi Rady Jedi, kapturowanych Imperatorów ciągających za sznurki, mnóstwem rozmów o statkach kosmicznych... jak na błyskotliwą epickę SF, jest tu zaskakująco mało błyskotliwej akcji SF. Jest też dużo do kochania w tym, co jest obecne. Zachwycające światy, stworzenia i kultury na każdej rogu, a film tryska surowym, twórczym talentem nieograniczonym przez budżet czy ograniczenia twórcze. Jeśli chodzi o postacie, mamy tu jedne z najlepszych w całej serii. Ewan McGregor był stworzony, by być Obi-Wanem, a jego świeże, młode, lecz mądre podejście do postaci to definitywne odzwierciedlenie dla mnie. Liam Neeson błyszczy jako ikoniczny mistrz Jedi, a oczywiście nie możemy mówić o The Phantom Menace bez jednego z jego największych osiągnięć, Darth Maula. Jeśli kiedykolwiek istniał złoczyńca, który mógłby dorównać Vaderowi, Maul był bardzo blisko. Jake Lloyd... cóż... zrobił, co mógł. Amidala Natalie Portman wypada całkiem dobrze, chociaż postać ta błysnęłaby najbardziej w Attack of the Clones. Sceny wyścigów na podraczkach były super, choć dojście do nich czasem było uciążliwe. Ogólnie rzecz biorąc, film to ogromna mieszanka, z kilkoma ikonicznymi momentami, mnóstwem oryginalnego materiału z trylogii, strasznymi dodatkami do lore’u (Midichloriany?!), i największym pojedynkiem na miecze świetlne ze wszystkich. Gdybym miał postawić na to ocenę? 6/10. Konieczny, ale wadliwy!