Nintendo GameCube

GameCube nie jest już tanim koszem z retro grami

Purpurowy lunchbox miał ostatnie słowo. Przez większą część lat 2010. GameCube był konsolą, której sprzedawcy nie mogli się pozbyć – stosowany w skrzyni pod składanym stołem, podczas gdy zapakowane kartridże SNES stały w gablocie. Ta era minęła. GameCube po cichu stał się jednym z najsilniejszych zwyżkujących w kolekcjonowaniu retro, a jeśli wciąż mentalnie wyceniasz go jak towar przecenowy, rynek poszedł dalej bez ciebie.

Konsola, która przegrała w sprzedaży, wygrywa w rzadkości

GameCube sprzedał tylko ułamek tego, co osiągnął PlayStation 2, a ta komercyjna porażka jest teraz silnikiem jego wzrostu. Mniej konsol pod telewizorami oznaczało mniej egzemplarzy wszystkiego wytłoczonych – a gdy Wii pojawiło się na horyzoncie, późne nakłady pierwszopartyjnych tytułów skurczyły się, by dopasować się do malejącej publiczności.

Dlatego klasa 2005 boli dzisiaj. Fire Emblem: Path of Radiance od Intelligent Systems i Pokémon XD: Gale of Darkness od Genius Sonority ukazały się, gdy większość świata już odwróciła się, i żaden z nich nigdy nie został ponownie wydany na współczesnej platformie. Oryginalna mini płyta nie jest nostalgicznym sposobem na granie – to jedyny sposób. Nawet tytuły ze środka cyklu życia mają historię, która przerzedza podaż: Star Fox Adventures wyszedł w 2002 jako pożegnanie Rare z Nintendo, akurat gdy Microsoft kupował studio.

Porównaj to z PS2, gdzie nawet ukochane klasyki występują w milionach egzemplarzy. Rzadkość GameCube’a to nie hype. To arytmetyka.

Płyty przetrwały – papier wokół nich nie

8 cm mini płyta Nintendo, mieszcząca około 1,5 GB, starzeje się wyjątkowo dobrze. Problemem jest wszystko inne w pudełku. To była konsola celowana w dzieci, a dzieci nie są archiwistami. Przeciętny egzemplarz Mario Party 4 czy Pokémon Colosseum spędził młodość luzem na dywanie w sypialni.

Kolekcjonerzy z regionu PAL mają szczególnie ciężko: europejskie wydania wysyłano z grubymi wielojęzycznymi instrukcjami i wkładkami z punktami klubu, które szły prosto do kosza, więc naprawdę nienaruszone pudełko PAL to inna bestia niż jedynie kompletne wydanie.

Co rutynowo znika:

  • instrukcja – szczególnie grube wielojęzyczne wydania PAL
  • Karty punktowe, druki rejestracyjne i wkładki promocyjne
  • Game Boy Player Start-up Discsam sprzęt Game Boy Player pojawia się bez przerwy; mała płyta startowa, której potrzebuje, znacznie rzadziej

Ostatni przykład to rynek GameCube’a w pigułce: akcesorium pospolite jak ziemia, uczynione cennym przez małą płytę, którą prawie wszyscy zgubili.

Remastery miały zabić oryginały – stało się odwrotnie

Zdrowy rozsądek mówi, że wypolerowany remaster z ery Switch powinien zrujnować popyt na dwudziestoletnią płytę. GameCube ciągle udowadnia odwrotność. Kiedy Metroid Prime Remastered wylądował na Switchu, wprowadził nowe pokolenie do arcydzieła Retro Studios z 2002 – i wysłał wielu z nich na polowanie za oryginalną płytą, purpurową obudową włącznie.

Podobnie z Resident Evil 4, które zadebiutowało w 2005 jako ekskluzywne dla GameCube, zanim Capcom przeniósł je na wszystko z włącznikiem. Chwalony remake nie zastąpił oryginału w umysłach kolekcjonerów; przypomniał wszystkim, gdzie legenda się zaczęła. Remaster jest, funkcjonalnie, kampanią marketingową dla artefaktu, na którym bazuje.

Wzorzec ma sens, gdy oddzielisz dwie grupy odbiorców. Gracze kupują remaster. Kolekcjonerzy kupują historię – a historia istnieje tylko na oryginalnej płycie.

Luzem kontra kompletne: różnica to przesłanie

Ponieważ utrata papierów dotknęła GameCube’a mocniej niż większość konsol, różnica między luźną płytą a naprawdę kompletnym egzemplarzem jest wyjątkowo wyraźna – w relatywnych kategoriach szersza niż na systemach z ery kartridży, gdzie pudełko było jedyną delikatną częścią.

Praktycznie stara rada nadal obowiązuje, tylko z większą mocą. Kupujesz, żeby grać? Czysta luźna płyta da ci doświadczenie przy najmniejszym wydatku, a nośniki optyczne są wybaczające – lekkie zadrapania można wypolerować. Kupujesz, żeby trzymać? Komplet w pudełku to miejsce, gdzie koncentruje się popyt kolekcjonerów, a instrukcja i wkładki wykonują więcej pracy niż sama płyta.

Dwie uwagi. Po pierwsze, sprawdź, co naprawdę znaczy kompletne: reprodukcje okładek i instrukcji są coraz powszechniejsze, a wklejka-reprint cicho zmienia egzemplarz CIB w luźną płytę w ładnym kostiumie. Po drugie, kondycja się kumuluje – podniszczona instrukcja jest lepsza niż jej brak, ale prawdziwa premia znajduje się na szczycie krzywej stanu zachowania.

GameCube idzie tą samą drogą, którą przeszedł N64 wcześniej: lata w koszyku z okazjami, potem ostry wzrost, gdy wszyscy zauważyli, że podaż jest ograniczona, a popyt nie. Jeśli czekałeś, aż ceny znowu spadną, zadaj sobie jedno uczciwe pytanie – która konsola Nintendo kiedykolwiek to zrobiła?