Xbox

Oryginalny Xbox w końcu zyskuje szacunek kolekcjonerów

Otwórz maskę oryginalnego Xboxa, który leżał na strychu od 2004 roku, i poszukaj małego, beczułkowatego kondensatora pośrodku płyty. Jeśli ma na sobie włochaty brązowy osad, płyta główna powoli się rozpuszcza. Ten jeden element – niesławny kondensator zegara – robi więcej, by przekształcić kolekcjonowanie oryginalnych Xboxów, niż jakiekolwiek retrospektywy na YouTube.

Przez dwie dekady czarna skrzynka była konsolą, o którą nikt nie kłócił się. PS2 miało najbogatszą bibliotekę w historii, GameCube miał za sobą maszynę nostalgię Nintendo, a Dreamcast miał martyrologię. Xbox miał podobno Halo i na tym większość rozmów się kończyła. To wreszcie się zmienia, a powody mają znaczenie, niezależnie od tego czy kupujesz, czy sprzedajesz.

Dlaczego Xbox przez dwadzieścia lat był z boku

Częściowo to była kwestia kontekstu. Zadebiutował w 2001 roku prosto w zęby PlayStation 2 – wciąż najlepiej sprzedającej się konsoli w historii – i większość wielkich tytułów third‑party i tak pojawiała się na maszynie Sony. Xbox wydawał się opcjonalny: pudełko, które kupiłeś dla Halo i wbudowanego portu Ethernet.

Częściowo to była sama maszyna. W zasadzie był to kompaktowy PC – procesor Intel, grafika NVIDIA, dysk twardy na stałe – a rzeczy przypominające PC rzadko wywołują nostalgię tak jak unikatowe dziwactwa. Kontroler Duke stał się żartem długo zanim został ukochanym artefaktem. Kultura retro skupiła się na kartridżach SNES i pudełkach PS1, podczas gdy czarny monolit stał pod kineskopami, niekochany i, co kluczowe, niekonserwowany.

Biblioteka kultowa, której wszyscy unikali, robi ciężką pracę

Zmiana zaczęła się od gier, które nigdy nie opuściły sprzętu. Jet Set Radio Future (Smilebit, 2002) nigdy nie doczekało się ponownego wydania – brak portu, brak remastera, brak kompatybilności wstecznej. Jeśli chcesz w to zagrać, potrzebujesz Xboxa. Podobną grawitację mają Steel Battalion, mechowy symulator Capcomu z kontrolerem o czterdziestu kilku przyciskach i pedałach, oraz Otogi: Myth of Demons, przepiękny demon‑rzeźnik FromSoftware z lat przed tym, zanim ktokolwiek mówił "Soulslike".

Potem jest scena horroru szukająca Call of Cthulhu: Dark Corners of the Earth, symulator Lovecrafta od Headfirst Productions, studia, które upadło niedługo po wydaniu gry. Kompletne egzemplarze – jak ten egzemplarz CIB – to dokładnie to, czego teraz się poluje, ponieważ gra nigdy nie przestała być o niej mówiona i nigdy nie stała się łatwiejsza do znalezienia.

Społeczność też tchnęła w konsolę życie. Insignia, fanowska usługa zastępująca oryginalny Xbox Live, który Microsoft wyłączył w 2010 roku, przywróciła Halo 2 i jej rówieśników online. Konsola, z którą można faktycznie coś robić, przyciąga graczy – a kolekcjonowanie idzie za graniem, za każdym razem.

Przeciekający kondensator cicho przerzedza stado

Teraz rzeczywistość sprzętowa. Rewizje płyty głównej 1.0 do 1.5 mają kondensator zegara, który podtrzymuje wewnętrzny zegar podczas odcięcia zasilania. Po ponad dwudziestu latach przecieka elektrolyt na płytę i zjada ścieżki wokół siebie. Rewizja 1.6 użyła innej części i jest na ogół zwolniona z tego problemu, ale wszystko wcześniejsze jest na odliczaniu, chyba że ktoś wyciął kondensator. Konsola działa bez niego – po prostu zapomina czasu po odłączeniu od zasilania.

To nie jest jedyny tryb awarii. Napędy DVD Thomson montowane w wielu jednostkach słyną ze słabych laserów, a każdy oryginalny dysk twardy jest przypisany do konsoli unikalnym kluczem – zgubisz dysk bez kopii EEPROM i prosta wymiana zamienia się w projekt.

Więc „działa” to nie cała historia. Zanim kupisz, zapytaj:

  • Czy kondensator zegara został usunięty na płycie 1.0–1.5 i czy są zdjęcia otaczających ścieżek?
  • Jaki napęd DVD jest w środku – Thomson, czy któryś z trwalszych Philips, Samsung lub Hitachi?
  • Czy oryginalny dysk twardy jest zdrowy i czy zrobiono kopię EEPROM?

Luźne płyty Halo 2 są wszędzie – czyste CIB nie

Oto paradoks, który powinni zrozumieć sprzedający. Największe gry Xboxa wyszły w ogromnych ilościach, więc luźne kopie Halo 2 i corocznych sportówek są praktycznie nieskończone. To, co znika, to kompletność: zielone, DVD‑podobne pudełka przetrwały, ale instrukcje i wkładki zniknęły dekady temu, a pierwsze wydania z czarną etykietą stoją obok reprintów Platinum Hits w regionach NTSC i budżetowej linii Xbox Classics w strefach PAL – rozróżnienie, które teraz sprawdza więcej kupujących.

Konsolki podążają tą samą krzywą. Luźne jednostki są powszechne na bazarach; czysty egzemplarz z pasującym kontrolerem, oryginalnymi kablami, zdrową płytą i opakowaniem detalicznym to zupełnie inny gatunek. Łowcy wariantów mają jeszcze trudniej – spróbuj znaleźć przezroczystą zieloną edycję Crystal, którą dostały regiony PAL, kompletnej.

Oryginalny Xbox nigdy nie był rzadki i nadal nie jest. Ale zdrowe, kompletne, nieoszpecone egzemplarze stają się coraz rzadsze z każdym rokiem, w którym kondensator stoi nieusunięty w czyimś strychu – a popyt w końcu się pojawił. Jeśli twoja intuicja mówi, że najbardziej ignorowana konsola tej generacji nie zasługuje na miejsce na twojej półce, pamiętaj, że ludzie mówili dokładnie to o Dreamcaście. Więc: usuń kondensator, zachowaj pudełko – i powiedz nam, którą kultową grę na Xboxa obroniłbyś do końca.