
Dlaczego kolekcjonerzy wracają do Commodore 64 i Amiga
Zapytaj niemieckiego, brytyjskiego lub duńskiego kolekcjonera, jaka była jego pierwsza maszyna do gier, a odpowiedź zwykle wcale nie będzie dotyczyć konsoli. To beżowy „chlebak” z magnetofonem, podłączony do rodzinnego telewizora. W większości Europy Commodore 64 i Amiga były platformami do gier lat 80. i początku 90. – NES nigdy nie rządził tu tak jak w USA i Japonii – i ta historia po cichu przekształca mapę tego, czego poważni kolekcjonerzy poszukują.
W Europie wojna konsolowa była toczona magnetofonami
Commodore 64 pojawił się w 1982 roku, a jego MOS 6581 SID chip – prawdziwy, trzygłosowy syntezator wbudowany w komputer domowy – uczynił z kompozytorów takich jak Rob Hubbard i Martin Galway nazwiska, którymi dzieci handlowały jak piłkarzami. Gry wychodziły na kasetach w cenie kieszonkowych, Mastertronic zbudował imperium na taśmach budżetowych za £1.99, a magazyny takie jak Zzap!64 relacjonowały całe to widowisko z większą fantazją niż jakikolwiek magazyn o konsolach.
Później w 1987 roku pojawiła się Amiga 500. Paula oferowała cztery kanały samplowanego dźwięku, blitter rzucał grafikę po ekranie i przez lata nic innego w europejskiej sypialni nie dorównywało jej możliwościom. Turrican II, Sensible Soccer, Speedball 2, Shadow of the Beast od Psygnosis z okładką autorstwa Rogera Deana – to odpowiednik kanonu SNES na tym kontynencie. Kolekcjonerzy, którzy na tym dorastali, teraz odkupują te maszyny, i pociągają za sobą kolekcjonerów skupionych wcześniej na konsolach.
Scena nigdy nie umarła – po prostu stała się ostrzejsza
Oto co odróżnia retro computing od większości retro kolekcjonerstwa: maszyny wciąż żyją. demoscene nadal wyciska niemożliwe efekty z krzemowych układów z 1982 roku – Revision w Saarbrücken co Wielkanoc i impreza X w Holandii poświęcona wyłącznie nowym produkcjom C64. To nie eksponaty muzealne odkurzane raz w roku; to platformy, na których ludzie wciąż rywalizują.
Strona homebrew jest równie aktywna. Sam's Journey od Knights of Bytes to pełnoprawna, zapakowana w pudełko kartridżowa platformówka na C64, która gra jakby wpadła tu z 1991 roku, a wydawcy tacy jak Protovision wciąż wypuszczają nowe fizyczne wydania. Tymczasem ekosystem sprzętowy po cichu rozwiązał problem „czy będzie działać za dziesięć lat?”:
- Ultimate 64 – pełna reimplementacja płyty głównej C64 w FPGA, na wypadek gdy czterdziestoletnie układy w końcu padną
- 1541 Ultimate-II+ and SD2IEC – załaduj całą bibliotekę C64 z karty SD bez dotykania delikatnych dyskietek
- Gotek floppy emulators and PiStorm accelerators – odpowiedniki dla Amigi, utrzymujące A500 możliwe do uruchomienia i zaskakująco szybkie
- THEC64 and The A500 Mini – maszyny-wrota, które zamieniają ciekawskich kolekcjonerów konsol w posiadaczy pełnego sprzętu
Dlaczego „czy się uruchamia?” jest ważniejsze niż „czy jest w pudełku?”
Kolekcjonowanie konsol nauczyło wszystkich fetyszyzować pudełko. Kolekcjonowanie komputerów domowych odwraca tę skalę. To były działające maszyny – na nich się pisało, programowało, codziennie eksploatowało przez lata – więc stan działania i kompletna konfiguracja niosą wagę, jaką na stronie konsol ma nienaruszone opakowanie. C64, który uruchamia się do słynnego niebieskiego ekranu READY, z solidną klawiaturą, napędem dyskietek lub Datasette i odpowiednimi kablami, ma dla tej społeczności większe znaczenie niż ładniejszy egzemplarz, który nie chce się włączyć.
W to wchodzi prawdziwa techniczna skrupulatność i kupujący zadają trudne pytania. Czy Amiga była przelutowana i wymienione kondensatory? Czy bateria w rozszerzeniu pamięci A501 została usunięta zanim skaziła płytę? Czy C64 jest zasilany nowoczesnym zasilaczem – oryginalny klocek jest w społeczności znany z tego, że pada wysoko i zabiera ze sobą cenny układ SID? I czy to maszyna PAL? Większość europejskiego oprogramowania i niemal wszystkie dema zakładają taktowanie PAL, więc tani import z NTSC nie jest takim okazem, za jakiego się podaje. Naprawdę kompletny zestaw C64 – maszyna, zasilacz, przewody, instrukcje – to rzecz, o którą kolekcjonerzy rzeczywiście się biją.
Oryginalne, zapakowane oprogramowanie to osobna dyscyplina
Potem jest oprogramowanie, które jest innym hobby w tym samym płaszczu. Gry C64 wychodziły na kasetach z wkładkami, które się zaginają, jeśli spojrzysz na nie niewłaściwie; gry na Amigę pojawiały się w dużych kartonowych pudełkach wypełnionych instrukcjami, code wheelami i dyskietkami, które degradują się niezależnie od tego, czy w nie grasz. „Kompletne” znaczy tu coś ostrzejszego niż CIB konsolowe – kolekcjonerzy liczą dyski, sprawdzają suwaki zapisu i oceniają wkładkę oddzielnie od samej taśmy.
A ponieważ te maszyny były tak silnie regionalne, krajobraz oprogramowania jest pełen lokalnych osobliwości: taśmy z tanich serii, dyskietki dołączane do magazynów i promocyjne jednorazówki jak Guldkorn Expressen, duński tie-in do płatków śniadaniowych, którego większość kolekcjonerów spoza Skandynawii nigdy nie widziała na żywo. W tym jest urok – biblioteki C64 i Amigi są tak głębokie i tak rozproszone po Europie, że żadne dwie kolekcje nigdy się nie pokrywają.
Oto gorąca opinia: działająca, kompletna Amiga 500 jest lepszym długoterminowym przedmiotem kolekcjonerskim niż większość ocenianych gier konsolowych, ponieważ jej wartość opiera się na żywej społeczności, a nie na zapieczętowanym kawałku plastiku. Nie zgadzasz się? Powiedz nam, co masz na stole – i czy nadal się uruchamia.


