
Witajcie wszyscy! Mam nadzieję, że Wasz tydzień mija dobrze! Myślałem właśnie, by na krótką chwilę pokazać małe, ale ikoniczne dzieło jednej i jedynej Richard Stanley. Wychodząc na początku z przytupem, z kultowym postapokaliptycznym techno-thrillerem Hardware, i utrwalając swoją wyjątkowo rzadką, ezoteryczną, samotną wizję kinową w uznawanym, lecz mało widzianym Dust Devil, można by pomyśleć, że debiut w formie takiego „jeden-dwa” zaprowadziłby go na owocną i długą karierę za kamerą. Okazało się jednak, że los wyznaczył reżyserowi zupełnie inną ścieżkę. Po zwolnieniu z produkcji The Island of Dr. Moreau z powodu konfliktów wynikających z jego ogólnego odrzucenia systemu studia i ciągłych konfliktów z wtedy gwiazdami Val Kilmerem i Marlone Brando, Stanley wycofał się na dekady w świat krótkich filmów i dokumentów. Powiedzieć, że byłem zszokowany i niezwykle podekscytowany, gdy ogłoszono, że wraca do pełnometrażowych filmów, nie wspominając już o tym, że to horror w stylu Lovecrafta z udziałem Nicoli Cage’a... no wiecie o co chodzi. Przecena wieku. Zatem, bez dalszych ceregieli, zaczynam mój weekend i przełamuję tę niemal 30-letnią izolację Richard Stanley’a niesamowitości! A Wy co myślicie? Widzieliście Color Out of Space? Macie ochotę zobaczyć, jak ten długo uśpiony twórca kultowy wraca? Porozmawiajmy poniżej!