
Zawsze byłem ogromnym fanem Edwarda Nortona, odkąd tylko pamiętam jego widok. Myślę, że moje pierwsze spotkanie z nim to było albo Fight Club, albo American History X. Cokolwiek to było, były one blisko siebie, więc natychmiast się w niego zakochałem jako aktora. Naturalnie byłem podekscytowany, że w końcu zobaczę jego długo pielęgnowaną pasję, produkt adaptacji crime novel Morherless Brooklyn z 1999, która w końcu stała się rzeczywistością. To nie trafiło w sedno u wszystkich całkowicie, ale według wszystkich moich miar był to fantastyczny film. Kochałem w nim wszystko. Ostre i organiczne prowadzenie Nortona, jego zaangażowana i czasem naprawdę hipnotyzująca gra aktorska, zdjęcia i rekonstrukcja epoki... tempo, historia, obsada drugoplanowa, zwłaszcza Alec Baldwin... wszystko było po prostu doskonałe. To jeden z tych filmów, do których będę często wracać, i gorąco poleciłbym każdemu, kto lubi filmy kryminalne/mistyczne oraz ekscentryczne postacie. Czy ktoś jeszcze go widział?