
Przy całym szaleństwie C-Virus (brzmi jakby to była Umbrella Corporation, więc będę tak go nazywać od teraz!) rozprzestrzeniającym się po całym świecie, wydaje się, że również się rozchorowałem. Diagnoza mówi, że zostałem ugryziony i zainfekowany szczególnie złośliwą strainą patogenu, która wydaje się wykazywać wykładniczy wzrost mojej chęci do oglądania filmów apokaliptycznych z lat 70. 😎Logan’s Run, Silent Running, Soylent Green... Mogłbym wymieniać bez końca. Istnieje bardzo charakterystyczna nuta smakowa tych filmów i ich ówczesnych odpowiedników, a gdy mam ochotę na jeden z nich, zazwyczaj mam ten sam impuls, by obejrzeć je wszystkie. Omega Man to jeden z kilku filmów z obsadą z Hestona, i zdecydowanie jeden z moich ulubionych. Jestem ogromnym fanem scenariuszy „wszyscy na świecie nie żyją”, a poczucie całkowitej i całkowitej izolacji w tym filmie jest rzadkie. Wielki fan tego tytułu. Ktoś jeszcze?