
Dobrze, przechodzimy do kolejnego pierwszego razu, tym razem mamy to, co najwyraźniej jest następnym ekscentrycznym wpisem w eklektycznej filmografii nie do ruszenia Willem Dafoe. Z tego, co mogę wywnioskować, ten film to trochę biograficzno-dramatyczny, art-house w stylu Terrence’a Malicka, opowiadający o życiu znanego holenderskiego malarza Vincenta van Gogha. Z obsadą poboczną, która includes tak wybitnych twórców jak Mads Mikkelsen i obecna hollywoodzka ulubienica Oscar Isaac, nie ma szans, że ten film będzie kulawy. Czy ktoś jeszcze obejrzał go już?