
Dobra, lecimy dalej z kolejnym z moich 62727181 równoległych maratonów, czas na przemyślenia dotyczące kolejnego wpisu w supernaturally horrorowej serii, Final Destination 3. Nigdy nie zabierałem się za oglądanie tego, gdy wyszło, bo myślę, że byłem już zmęczony koncepcją, zanim to wyszło. Wow, co za strata! Jak dotąd, to ten film jest moim ulubionym w całej serii do tej pory. Naprawdę podobały mi się wszystkie postacie, wydawały się bardziej dopracowane i ogólnie sympatyczne niż w poprzednich częściach. Było zaskakujące i niesamowite zobaczyć Mary Elizabeth Winstead w debiucie jako prowadząca rola, i mimo że głównie tylko patrzyła przerażona w bezkres, gdy miała halucynacje o przyszłości, to było tak jasne, że pewnego dnia przebije resztę obsady na kolanach. Zakochałem się w tym filmie!!! A teraz na słynną czwartą część... którą pamiętam, że oglądałem raz... i to było wystarczające 😂 Jak Wy wszyscy ją odbieracie? Porozmawiajmy!