
Hej wszystkim! Miałem ochotę wziąć kilka dni wolnego od postowania, ale nic nie szkodzi, czaiłem się i oglądałem wszelkie ciekawe rzeczy w tle, które podzielę się z wami w najbliższych dniach. Jednym z ostatnich obserwowanych przeze mnie filmów była moja 667153. projekcja jednego z wielkich czarnych komediowych dramatów naszych czasów, American Beauty. Zauważyłem go w kinie przy pierwszej premierze dawno temu, w odległym roku 1999, i bez wątpienia był to jeden z najlepszych filmów roku, pełen absolutnych klasyków. Mroczny, zabawny, niepokojący, a czasem niezwykle niekomfortowy — nie ma po prostu sposobu, żebym mógł wystarczająco pochwalić ten film. Potężne występy, z szczególnym uznaniem dla ulubionego skompromitowanego tytana Hollywood, Kevina Spacey’ego. On w pełni ucieleśnia upadek obietnicy Amerykańskiego Snu jak żaden inny aktor czy wykonawca od czasu. Do równania dodaj nie jeden, a kilka oszałamiających momentów w różnych punktach narracji, i masz mistrzowską klasę w najlepszym kinie. Fakt, że była to debiutancka reżyseria Sama Mendesa, który stał się jednym z wiodących głosów branży, jest po prostu niepojęty. To praktycznie niewiarygodne. Jeden z moich filmów wszechczasów, bez dwóch zdań. Czy ktoś jeszcze jest fanem?