
Ahhh Ang Lee. To jeden z trudniejszych do scharakteryzowania filmowców. Przejrzałem jego filmografię w całości, więc jasno widać, że wciąż jest w nim wiele przyciągającego mnie. Najbardziej czuje się komfortowo w mniejszych i średnich filmach z naciskiem na postacie, ale wydaje się, że zawsze pociągały go hollywoodzkie epickie filmy akcji i błyszczące nowoczesne technologicznie rozwiązania, z różnym skutkiem. Gemini Man kontynuuje trend jego kariery obejmujący duże skale, rozwlekłe, emocjonalnie beznamiętne widowiska. Will Smith daje radę, a efekty de-aging bywają całkiem całkiem, choć wydaje się, że cierpi na nieco syndromu „za mało, za późno” biorąc pod uwagę rozległe i zdaniem wielu skuteczniejsze wykorzystanie tej technologii przez Disney. Do tego fakt, że Smith praktycznie nie starzeć się od dekad. Fabuła jest zawiła, lecz niezbyt intrygująca. Rewelacje są widoczne na kilometr, a nie dostajemy prawdziwego powodu, by przejmować się przebiegiem wydarzeń. Poza fantastycznym pościgiem motocyklowym na początku filmu, niewiele jest co opisywać jako akcję godną uwagi. Wszystko — od kreacji aktorskich, przez dynamikę narracji, po prawie wszystko wrażenie było raczej pozbawione życia. Co wy o tym wszystkim myślicie?