
Okay, kolejny punkt w planie na zakończenie weekendu to najnowszy fragment filmowy z mojej serii poświęconej filmom podwodnym (lub, w tym przypadku, nad) wodzie, nad którą pracowałem przez ostatnie kilka dni. Tym razem mamy legendarne, późno lata dziewięćdziesiątych – mega skarb mega gem, Deep Rising. Nie będę udawał, że to jakiś dawno zaginiony, absolutnie must-see kultowy klasyk, który musi być w kolekcji każdego już wczoraj. Mogę powiedzieć tylko, że to cholernie dużo zabawy przy odpowiednich oczekiwaniach. To ser w stylu lat 90., serwowany w małej dawce sera, ale tu jest szczerość i pełne zaangażowanie w momentami dość śmieszne poczynania. Z szybkim tempem i prawdziwie ekscytującym poczuciem impetu, trudno nie dać się ponieść i po prostu cieszyć się jazdą. Są nawet lekkie straszaki tu i tam. Nie potrafię dokładnie powiedzieć, dlaczego ten film działa, ale działa. Zabawne zabójstwa, przerysowane występy, bardzo charakterystyczny ton epoki — po prostu nie mogę się powstrzymać, by nie chcieć wracać do niego przynajmniej raz w roku. Treat Williams zawsze był trochę niezręczny w rolach prowadzącego, ale zrobił tak solidnie, jak tylko mógł w tym kultowym filmie sci-fi... ulubiony? 😂😅🤘Inni fani Deep Rising?