
Ktoś pamięta małą starą opowieść o chłopcu imieniem Arthur? Zawsze podobała mi się ta konkretna fabelka, i chociaż była adaptowana niezliczoną ilość razy, w wielu formach, zawsze znajduję w różnych wizjach, które ożywiły ją, dużo do kochania. Powiedziawszy to, nie sądzę, by jakakolwiek pojedyncza adaptacja filmowa do końca oddała esencję Arthura. Coś, niezależnie od wartości produkcyjnych, występów, centralnej narracji lub wielu innych aspektów, zawsze czegoś brakuje. Te dwa prawdopodobnie są moimi ulubionymi w całej grupie, przy czym Excalibur to niezwykle wadliwy, niezaprzeczalnie nostalgiczny, niepowtarzalny filmowy doświadczenie, a King Arthur to solidna, pełna akcji interpretacja postaci, wklejona w nowoczesny epicki o potędze miecza i sandałów. Oba to świetna zabawa, z mnóstwem do kochania w bardzo różnych sposobach. Mam także słabość do całej linii Merlina w Stargate SG-1... bo był obcym kosmitą, i to zawsze dobra rzecz 😎😂🤘 Inne adaptacje, które możesz polubić, to niedawny The Kid Who Would Be King, fantastyczna rodzinno-przygodowa produkcja od początku do końca, oraz Disney’s must watch animated classic, The Sword In the Stone. A co u Ciebie? Czy są fani Arthura i jego rycerzy? Jaki jest Twój ulubiony filmowy adaptacja? Co chciałbyś zobaczyć w doskonałej wizji legendarnego świata?