
Dzień dobry wszystkim i wesołej soboty! To tu na Półwyspie Bay Area mamy spokojny, mglisty i nawiedzająco piękny poranek, i mam ochotę na coś równie nastrojowego. Czas więc na jedne z najbardziej niedocenianych podwójnych filmowych propozycji wszech czasów, w obu rolach niezachwiany i zawsze świetny Paul Bettany 😎🤘😎 Zawsze z całego serca i bez wstydu kochałem Legion. Krytycy po premierze go zmasakrowali, ale dla mnie to zawsze wydawało się nieco mylące. Film to totalnie odjechany kawałek apokaliptycznego horroru z jedną lokalizacją. Naprawdę nie da się tutaj niczego zepsuć, zwłaszcza z niezawodnym Dennisem Quaidem, który całkiem dobrze „Quaida” prowadzi nas w najlepszy możliwy sposób. Jest też zaskakująco atmosferyczny. Po tym mamy podobnie krytycznie zniechęcający klejnot akcji i horroru, Priest. To kolejny film, który mnie oszałamia, że nie zyskał większej popularności. W pełni zarysowany, epicki świat rozkwita, pełen niesamowitych efektów specjalnych, które całkiem nieźle się zestarzały, mroczny i nastrojowy, a jednocześnie przesadzony i pełen akcji — co w nim nie kochać? To podwójne, niedocenione pierwsze uderzenie na lata. A wy co myślicie? Jesteście fanami tych Pre-MCU Bettany perełek?