
Dobrze, minęło kilka miesięcy, czas spróbować ponownie i zobaczyć, czy cokolwiek się zmieniło. Pierwsze przemyślenia po obejrzeniu: to trudny film. Naprawdę... naprawdę... REAAAALLLLY chciałem go polubić. I trochę mi się udało. Na pewnych momentach. W pewnych momentach. W krótkich odstępach. Ari Aster to zupełnie nowy głos we współczesnym horrorze, który wyłonił się z czeluści rok temu wraz z doskonałym, niezwykle dobrze przyjętym Hereditary. Midsommar bierze wiele elementów jego debiutu i przenosi akcję do odległej szwedzkiej scenerii, by zapewnić trochę klasycznego „Wicker Man” w dobrym stylu. Powiem, że podobnie jak Hereditary, ten film emanuje atmosferą. Panuje niepokojące, przerażające, wszechobecne uczucie lęku, które otacza świat niczym ciepłe, jasne słońce będące gwiazdą pokazu. Wszystko jest skąpane w eterycznym blasku, i to w pewien sposób bardzo niepokojące. Gra aktorska i postacie są w porządku, a fabuła także ok. Grupa praktycznie bezimiennych przyjaciół (kto to obchodzi?) dostarcza wystarczająco dramatów, by oryginalny, długoterminowy planowanego urlopu na obejrzenie rzadkiego starożytnego festiwalu ożył, a gdy nadejdą nieuniknione trudne chwile, wiesz ich na tyle, żebyś mniej więcej się tym zainteresował. Trochę. Szczególnie nienawidziłem główną rolę męską. Bezduszna, prawie kliniczna natura gospodarzy była skuteczna w tym, bym poczuł się trochę szalony, że ludzie mogą być aż tak szaleni, więc to było fajne. Wizualnie to było… w porządku. Pojawiły się tu i ówdzie niespodziewane i imponujące krwawe sceny (niewystarczająco dużo), i chyba zakończenie było w pewnym sensie szalone? Chyba? Wszystko w tym filmie było dla mnie po prostu w porządku, ale przyznaję, że naprawdę nie rozumiem niekończącego się triumfowania go jako arcydzieła. To było OK, smuklejsze, bardziej inteligentne kultowe oddanie „Wicker Man” po jednym razie, i powiedziałbym, że było wystarczająco solidne. Dla tych, którzy ocenili go wyżej, co ja przeoczyłem??? I SERIO PROSZĘ... JAKIE BYŁO TO WIELKIE SZALONE SCENY, O KTÓRYCH W wszyscy MIROWAŁI???!!! Dosłownie nie mam pojęcia. Porozmawiajmy poniżej!