
Dobrze, nadszedł taki dzień, czas na jeden z moich ulubionych podwójnych maratonów: Trainspotting w reżyserii Danny’ego Boyla! To był mój pierwszy film Boyla i wciąż jest jednym z moich ulubionych po tych wszystkich latach. Ma wszystkie cechy charakterystyczne, które czynią reżysera jednym z najbardziej niedocenianych gigantów branży — równie ambitny jak wielcy, ale z tą wczesno-karieryową, surową kanwą, która całkowicie nie istnieje w jego ostatniej dekadzie twórczości. To nie znaczy, że spadł na jakości jako filmmaker, ale po prostu mam w sobie coś, co uwielbiam w wczesnych pracach większości twórców (myślę o Following i Memento Narodzin F, a potem wszystko, co przyszło później). Choć daleko mu do „łatwego” seansu, to niezwykle dający się obejrzeć film o „dawce” narkotyków. Bohaterowie są niezapomniani, a aktorstwo, które ożywia ich, równie mocne. Bezwielnie ulubiony na zawsze, a sequel należy do lepszych spośród licznych, długo oczekiwanych kontynuacji klasycznego filmu, które pojawiły się w ostatnich latach. A wy? Czy ktoś z was to fan Trainspotting lub Danny’ego Boyla? Co myślicie o sequelu? Porozmawiajmy! kolekcja