
Dobrze, następny odcinek serii remake czy oryginał? Tym razem gwiazda pada na Flatliners. Oryginał to solidny, mały skarb grozy/thrillera wyreżyserowany przez zmarłego Joela Schumachera i ma absolutnie znakomitą obsadę, która później stała się legendą branży. Ma świetną atmosferę i to wczesno‑lata 90., nie do końca zrobione z duchem lat 80., który tak bardzo uwielbiam. To świetny film, który dorastałem oglądać. Oczywiście, jak większość remake’ów tych mniejszych, kultowych horrorów, kwestionowałem potrzebę kolejnego podejścia do Frequency, ale byłem mile zaskoczony tym, co dostaliśmy. Solidna obsada na czele z zawsze czarującą i intensywną Ellen Page, z eleganckim, dobrze nakręconym, także dość nastrojowym tonem, było w czym wybierać. Historia trafia w większość tych samych punktów zwrotnych i w zasadzie to ten sam film w nowej, nowoczesnej odsłonie. Totalnie zbędne, ale cieszę się, że go kupiłem. Co wy o tym myślicie? Która z wersji jest waszą ulubioną?