
Hej wszystkim! To był cichy i senny niedzielny dzień tutaj w skarbcu, z kilkoma odcinkami nowego Unsolved Mysteries i połową oryginalnych Flatliners, które stanowiły całe moje oglądanie między długimi i wygodnymi drzemkami. To był długi tydzień i potrzebowałem tego jak nigdy. Następny w serii filmów o podobnej tematyce mamy dwustrzał magii, chaosu i magików w postaci The Prestige i The Illusionist. Myślę, że to zdecydowanie jedna z moich ulubionych par, głównie dlatego, że mimo iż oba filmy są osadzone w epoce i dotyczą tematu scenicznych magików, to są to zupełnie różne doświadczenia. The Prestige, mój faworyt z tych dwóch, to w pełni Christopher Nolan, zawiły, misternie wyreżyserowany i dopracowany sekret, świetnie zagrany, jeśli zwykle chłodny jak typowy dla samego twórcy zamiar. Jest niezwykle warstwowy, ekscytujący, mistrzowsko wyważony i trzymał mnie na krawędzi fotela aż do samego końca. The Illusionist to podobnie bujny, choć stylistycznie inny potwór. W roli tytułowego Nortona pojawia się swoista atmosfera auteur, dzięki czemu cały film czuję się znacznie cieplejszy i nie tak wymuszony, bardziej naturalny. Budowanie świata jest trochę bardziej stylizowane, a wątki romantyczne nieco dramatyczniejsze. Ogólnie rzecz biorąc, oba to naprawdę topowe doświadczenia kinowe, epicki przebójHollywoodzki w stylu Nolana, bardziej niezależnie myślące, a jednocześnie równie ambitne doświadczenie z The Illusionist. Jak wam się podobały te dwa? Są jacyś fani?