
Wiele postów o wampirach krąży dzisiaj, i zainspirowało mnie, by zgłębić ten epicki, podwójny zestaw niedocenianej, nastrojowej wampirzej świetności. Kocham oba te filmy z bardzo podobnych powodów. Oba są szalenie stylowe, z fantastycznymi prowadzącymi rolami, solidnymi obsadami drugoplanowymi, i, jak wspomniano wcześniej, oba są niezwykle nastrojowe na swój własny sposób. Kolejnym wspólnym aspektem obu filmów jest głęboko zakorzenione uczucie izolacji. Jeśli chodzi o 30 Days of Night, to fizyczna izolacja, a w Daybreakers izolacja głównego bohatera, a być może całej ludzkości. Są to dwa z moich ulubionych filmów o wampirach, o których prawie nikt nie mówi, ale będę ich bronił, dopóki nie dostanę kolca w serce. Czy są tu jeszcze inni fani? Co oglądacie dzisiaj wieczorem?