
Czułem się dzisiaj trochę po apokalipsie i zdałem sobie sprawę, że minęło już dobre kilka lat, odkąd włączyłem ten dosłownie klasyk na czasie. Snowpiercer był dla mnie przypadkowym zakupem w dniu premiery na blurayu (około 2013?), i szczerze myślałem, że to będzie jedno z tych niskobudżetowych gatunkowych dzieł, które widziałem w tamtym czasie. Z Johnem Hurtem, jednym z moich ulubionych aktorów wszech czasów, wiedziałem jednak, że musi być w tym coś wartościowego. Nie miałem pojęcia, że to będzie jedno z najwybitniejszych filmów science fiction, stworzone przez przyszłego Oscarem nagrodzonego koreańskiego reżysera, z udziałem kilku alumni MCU i prezentujące jedno z najbardziej wyjątkowych wizji przyszłej Ziemi, jakie potrafię sobie przypomnieć. W tym filmie nie ma nic, co byłoby imperfect. Naprawdę należy do grona wielkich. Mam nadzieję, że Bong Joon-ho pewnego dnia powróci do science fiction. Czy jest tu jeszcze jakiś fanów?