
Ok, następny w porządku mamy Halloween 4: The Return of Michael Myers. Aby być triumfalnym powrotem natychmiast ikonicznego zabójcy, ten był po prostu przyzwoity. Absolutnie, pozytywnie nie był zły wcale. Mamy nową porcję postaci, w tym kilka zabawnych powiązań rodzinnych i inne takie musztery rozwoju postaci dla Michaela. Loomis kontynuuje swój zjazd w stronę przesadnego, krzycząc te same zabawne linijki raz za razem, ale i tak trzeba go kochać. Przyzwoite zabójstwa, ale pierwszy film Halloween, który zasadniczo odrzucił atmosferyczne napięcie na rzecz bardziej bezpośrednich vibe’ów slashera. To, co było. Niezłe, trochę dobre, przeciętne. Jak wam się podobało to wszyscy?