
Czas na szybki, mały horrorowy podwójny seans, który zacznie po pracowy dzień, tym razem koncentrując się na dwóch moich absolutnie ulubionych tytułach z ostatnich kilku lat. Najpierw mamy naszpikowaną wampirami, zażywającą narkotyki psychologiczno-gore’ową orgię, Bliss. Następnie jest heavy metalowy, seryjnie zabójczo-posiadłościowy skarb The Devil’s Candy. Oba filmy są mroczne, nastrojowe i momentami naprawdę niepokojące. Mają też utalentowaną obsadę, która wywołuje silne reakcje emocjonalne. W przypadku Bliss główna bohaterka Dezzy i jej stopniowy, halucynacyjny zjazd w skrajny prymitywny barbarzyństwo to źródło lęku, wywołujące mdłości i ogólnie najlepszy rodzaj zaggowania, jaki mogę sobie wyobrazić. Nie mogę powiedzieć wystarczająco dużo dobrego o aktorce Dorie Madison. Jest intensywna, zmysłowa, cudownie ekspresyjna i absolutnie zaangażowana w każdy moment na ekranie. The Devil’s Candy prowadzi podobnie „wszystko na maksa” rola od nieustannie doskonałego Ethana Embry’ego. Serio. Czy ktoś widział go w najnowszym sezonie Twilight Zone? Fantastyczne rzeczy. Jedna rzecz, którą uwielbiałem w tym tytule, to niezwykle autentyczna dynamika rodziny w grze, nadająca samym demonicznym wydarzeniom i ich następstwom znacznie bardziej dramatyczny ciężar. Wiecie... bo faktycznie zależało mi na postaciach. Fenomenalne połączenie kilku podgatunków horroru, po prostu wracam po więcej, rok po roku. Oh. I heavy metal. Dużo i dużo heavy metal. Ogromny fan obu tych tytułów i nie mogę się doczekać, aż Joe Begos i Sean Byrne wymyślą, co przyniosą kolejnego 🤘🤘🤘🔥🔥🔥🧛♀️🧛♀️🧛♀️ @shoutfactory