
Cześć wszystkim i życzę fantastycznego poniedziałku! Na razie jest tu, w Bay Area, słoneczny i bezchmurny dzień po raz pierwszy od tygodni, i uznałem, że najwyższy czas na ponowne obejrzenie tego obłędnie epickiego debiutu aktywiste/rapera, a potem reżysera Boots Riley, czarna komedia Sorry to Bother You. Głównie wziąłem go ze względu na szalony, gwiaździsty obsadzenie, miłość do tego gatunku i oczywiście to, że był kręcony dosłownie w moim ogrodzie. Film łatwo należy do moich ulubionych w tym roku, a fakt, że akurat rozgrywa się tuż za mostem od mojego rodzinnego miasta, dodaje temu wiele wyjątkowego znaczenia. Dziwne, emocjonalne, mocne i oczywiście prowokujące do myślenia, zawsze świetnie jest widzieć, jak artysta przechodzi z jednego medium na inne. Czy widziałeś to? Co o tym myślisz?