
Czasem po prostu potrzebujesz miłego, prostolinijnego, bezkompromisowego, visceralnego doświadczenia. Nie każdy film musi mieć wabik na franczyzę, ogromną opowieść o galaktycznym znaczeniu ani jakąś wyższą, szlachetną przyczynę, której trzeba słuchać. Nie, czasem po prostu chcesz obejrzeć coś, co stoi ci na drodze, co jest proste i w punkt, i według mnie Becky nie wypada lepiej. Film jest zwięzły, złośliwy, oszałamiająco krwawy i nienagannie prowadzony przez groźną i charyzmatyczną Lulu Wilson. Becky ma też jedną z nielicznych ról, które kiedykolwiek mnie urzekły u Kevina Jamesa, jako uciekinier z nazistowskiego więzienia, który chce źle się zachować. Był solidny. Zdecydowanie niezgodny z postacią, ale z pewnym doświadczeniem i pracą mógłbym sobie wyobrazić, że łatwo przejdzie do bardziej poważniejszych ról. Szczerze mówiąc, opis tej produkcji, który krąży jako brutalny adapt home alone z ratingiem R, jest trafny. Nie ma to jednak na celu sugerować jakiejś wtórnej koncepcji, bo film jest właśnie swoim własnym, dzikim zwierzęciem. Pełen akcji, porywający, cały czas trzymał mnie na krawędzi fotela. Feruje wspaniale na każdym frontach. Co wy o Becky myślicie?