
Co naprawdę pozostawia po sobie Xbox One dla kolekcjonerów
Kupując kontroler Day One 2013 trzymasz paragon jednego z najdziwniejszych startów konsolowych w historii. Chromowany krzyżak, DAY ONE 2013 wytłoczony na froncie, a w pudełku jednorazowy kod na pamiątkowe osiągnięcie. Microsoft zrobił z konsoli przedmiot kolekcjonerski, a potem przez kolejne lata wycofywał się z jej wizji – i to, dziwnie, właśnie sprawia, że Xbox One warto kolekcjonować.
Wersja premierowa zbudowana wokół wizji, którą Microsoft porzucił
Xbox One pojawił się w listopadzie 2013 jako urządzenie najpierw oparte na Kinect, a dopiero potem konsola do gier. Każda jednostka startowa miała w zestawie sensor Kinect 2.0, bez negocjacji, za sto dolarów więcej niż PS4 – i to po tym, jak Microsoft wycofał się z planów zawsze-online i DRM ograniczającego płyty po fali krytyki po E3 2013, zanim jeszcze jedna sztuka wyszła z fabryki.
W ciągu roku Kinect wypadł z pudełka. Xbox One S i Xbox One X całkowicie zrezygnowały z dedykowanego portu Kinect, pozostawiając właścicieli z adapterem USB, który później sam Microsoft przestał wspierać. Sensor definiujący premierę stał się sierotą na własnym późniejszym sprzęcie platformy.
Dlatego kompletna Day One Edition – konsola, sensor, kontroler Day One, wkładki, wszystko – to więcej niż gadżet premierowy. To zapieczętowany zapis konsoli, którą Microsoft chciał sprzedawać, w przeciwieństwie do tej, którą ostatecznie sprzedał.
Własny sprzęt warty poszukiwania
Początkowe "limitowane edycje" Xbox One to głównie bundlle: paczka Titanfall była standardową czarną konsolą z dołączoną grą. Prawdziwie niestandardowe obudowy pojawiły się później i to one są tymi, za którymi będą gonić kolekcjonerzy:
- Call of Duty: Advanced Warfare 1TB console (2014) – pierwszy naprawdę niestandardowy design Xbox One
- Halo 5: Guardians Limited Edition (2015)
- głęboko karmazynowy Gears of War 4 Xbox One S (2016)
- Minecraft Xbox One S, stylizowany na blok trawy z kontrolerem w skórze creepera (2017)
- Project Scorpio Edition Xbox One X (2017), z przedpremierową nazwą kodową nadrukowaną na konsoli i padzie
- świecący w ciemności Cyberpunk 2077 Xbox One X (2020), reklamowany przez Microsoft jako ostatni niestandardowy One X
Oto wzorzec, który ma znaczenie: sprzętu Xbox One jest dużo, ale kompletne, zapakowane egzemplarze tych edycji nie występują powszechnie. Konsole były używane, podstawki ginęły, pudełka lądowały w koszu na recykling. Stan i kompletność oddzielą eksponaty od części zapasowych i do naprawy, tak jak to miało miejsce w każdej poprzedniej generacji.
Kiedy "kompletne w pudełku" zawiera nieaktywny kod
Każda gra na dysku na Xbox One instaluje się w całości na pamięć wewnętrzną. Płyta nie jest grą tyle, ile kontrolą licencji z przewagą pobrania. To cicho łamie najstarsze założenie w kolekcjonowaniu gier: że to, co jest w pudełku, to to, czym grasz.
Robi się jeszcze gorzej. Wersja wciśnięta na płytę często nie jest tą grą, którą wszyscy pamiętają – Halo: The Master Chief Collection wyszło w 2014 z tak ogromnym pobraniem na dzień pierwszy, że sama płyta była ledwie połową historii. A vouchery na DLC i kody na season passy schowane w pudełkach z okresu premiery są teraz często tylko martwym kawałkiem papieru.
Porównaj to z generacją poprzednią. Steelbook taki jak Gears of War 2 Limited Edition na Xbox 360 wciąż robi to, co robił przy premierze: płyta w napędzie, gra działa, artbook w ręku. Dla Xbox One "kompletne w pudełku" poświadcza artefakt, nie doświadczenie – i przyszli kolekcjonerzy będą musieli pogodzić się z tym rozróżnieniem.
Naprawdę rzadkie, czy po prostu stare?
Większość gier na Xbox One nigdy nie będzie trudna do znalezienia. Coroczne odsłony Call of Duty, FIFA, duże strzelanki z okresu premiery – sprzedawały się w milionach i będą zalegać w koszach z promocjami przez dekady. Stare nie znaczy rzadkie.
Prawdziwie wąskie kategorie wyglądają inaczej. Tytuły wymagające Kinecta, jak Kinect Sports Rivals i Harmonixowe Fantasia: Music Evolved, zależą od wycofanego sensora i, na późniejszych konsolach, wycofanego adaptera – grywalne kopie z kompletnym sprzętem stają się co roku rzadsze. Japońskie wydania detaliczne to kolejna cicha kategoria: Xbox One sprzedawał się fatalnie w Japonii, więc jego krajowa biblioteka fizyczna była wydrukowana odpowiednio oszczędnie, a fakt, że konsola jest region-free, oznacza, że te kopie faktycznie działają na dowolnej jednostce.
Potem jest nisza wydawców mniejszych. Xbox One nigdy nie rozwinął sceny butikowych wydawnictw fizycznych, jaką cieszyło się PS4, więc niszowe, pudełkowe wydania, jak Aerea Collector's Edition od Soedesco, występują w znacznie mniejszych nakładach niż sugeruje ich rozgłos. Nawet średniej klasy japońskie porty – na przykład płyta Dragon Ball Xenoverse – pojawiają się na Xboxie znacznie rzadziej niż tłoczenie PS4, które widuje się wszędzie. A niektóre z najbardziej charakterystycznych ekskluzyw platformy, jak Swery'ego D4: Dark Dreams Don't Die, były tylko cyfrowe i nie pozostawiły nic fizycznego.
Ostatnia ironia to 2019 Xbox One S All-Digital Edition: konsola bez napędu dyskowego, z generacji, która nauczyła płyty polegać na internecie. Stawiam, że maszyna zaprojektowana tak, by nic nie zostawiać po sobie, stanie się ciekawostką, którą ludzie będą eksponować. Więc – zapieczętowana Day One Edition czy świecący w ciemności Cyberpunk X: która z nich trafi na twoją półkę?


